Pamiętacie te czasy, kiedy - zapewne głównie dziewczyny - szalałyście za gwiazdami rocka i marzyłyście, żeby kiedykolwiek ich spotkać? A co to by w ogóle było, jakby się w Was któryś zakochał?! 



Historia, o której dziś będzie mowa przypomniała mi czasy nastoletnie, kiedy moją ulubioną tematyką były opowieści właśnie o znanych gwiazdach i niecodziennych spotkaniach, a potem zakochaniu się w zwykłej kobiecie/zwykłym mężczyźnie, zupełnie nie ze świata show biznesu. To było tak nierealne, ale tak miłe do wyobrażania, że zawsze mnie urzekało. Tak samo, jak właśnie ta książka.

Powiem szczerze, że Odcień Północy wciągnął mnie tak, że czytałam książkę dosłownie wszędzie. Jeśli nie mogłam przeczytać jej w domu - zabierałam ją ze sobą i kontynuowałam śledzenie historii czekając na mojego chłopaka na stacji paliw, w samochodzie.

Alex to postać bardzo złożona, ciężka, ale i smutna. Napotkał w swoim życiu wiele przeszkód, nieprzyjemności i jeszcze na domiar złego - sięgnął tak naprawdę dna, z którego wyciąga go sztab pracowników, aby ratować jego karierę. Jest arogancki, zepsuty, bez szacunku dla kogokolwiek - i to jest strasznie dobre! Strasznie polubiłam go jako bohatera za jego szczerość, bycie bezczelnym, a czasem i niemożliwym. Podobało mi się przede wszystkim w nim to, że każde zachowanie było wytłumaczalne - nie był takim chamem od samego początku. Miłość go tego nauczyła, a przynajmniej tak mogło się wydawać, bo koniec końców... to niekoniecznie ona była wyjaśnieniem całej historii, jaka spotkała Alexa i Indigo.

Właśnie, Indigo - ona znowu była typową, irytującą "sierotką Marysią" tej książki. Jakoś nie mogłam znieść jej sposobu myślenia, zachowania, rozżalania się nad sobą i życiem. Jej postać trochę przechodziła samą siebie i była dla mnie czasem niezrozumiała tak samo, jak moment, w którym dwójka bohaterów dała się w pewnym momencie ponieść pragnieniu. Wiedziałam, że to się stanie, ale sądziłam, że będzie to pokazane bardziej stopniowo, a ta granica pomiędzy "nie, nie zrobimy tego", a "dobra, jednak tak" gdzieś się zatarła i to w nagły sposób. Nawet nie wiem, kiedy z bohaterki, która kategorycznie zakazywała sobie miłości do gwiazdy rocka zrobiła się spragniona namiętności kobieta. Jak bardzo nie lubię przedłużania, tak tutaj wszystko zadziało się za szybko.

Ale mimo tego przyjemnie się czytało tę historię, do pewnego momentu, który zaskoczył mnie praktycznie jak nie jeden kryminał. W ostatnich momentach opowieści nastąpiło wiele zwrotów akcji, a w tym min. (uwaga SPOILER) jedna z postaci okazała się homoseksualna. Zapewne zdania będą podzielone, ale jeśli chodzi o mnie, jestem osobą tolerancyjną z tym, że.. w każdym serialu i filmie obecnie pojawia się homoseksualizm, a teraz przenosi się to na książki, co wprawia mnie trochę w irytację. Stąd też moje lekkie zaniżenie oceny dla tej opowieści i zdaję sobie z tego sprawę, że może ono wywołać burzę. Aczkolwiek tak już mam.

Oczywiście, nie oceniam Odcienia Północy na totalne zero, bo to była naprawdę dobra książka, która miała tylko kilka drobnych mankamentów, usterek lub fragmentów, gdzie mnie delikatnie wkurzyła. Ogółem fabuła była naprawdę wciągająca, a książka dobrze napisana. Myślę, że L.J. Shen i ja spotkamy się jeszcze. 

Książkę zakupicie tutaj. Za możliwość przeczytania, dziękuję wydawnictwu Edipresse.