Wątpię, że ktokolwiek z Was spodziewał się aż takiego lifestyle'u na tym blogu, ale w 2019 roku postanowiłam sobie, że otworzę się też na inne tematy, nie tylko książkowo - filmowe, dlatego ostatnio recenzowałam też świeczki Bispol tutaj, a już wkrótce przedstawię Wam kolejną markę świec i zdradzę, czy jest ona godna rzucenia okiem. Ale dziś nie o tym.

Poza preferencjami książkowymi tak naprawdę mało Wam zdradzam o sobie. Dzisiaj trochę to się zmieni, ponieważ blogosfera zawsze była dla mnie swego rodzaju domem, gdzie lubiłam się otworzyć i dzielić swoimi przemyśleniami. Z tego powodu, muszę wyznać jedną bardzo ważną rzecz, która w moim życiu chyba znajduje się nawet wyżej niż miłość do książek.

Kocham zwierzęta. 

Może brzmi to bardzo prosto i dziecinnie, prawie jak na dyskusji w przedszkolu, ale ciężko powiedzieć to bardziej szczerze i inaczej, niż właśnie w ten sposób. W moim domu odkąd przyszłam na świat zawsze były zwierzęta - pies, a potem kot. Poza nimi, jeszcze zanim żyłam, rodzice mieli chomiki, świnki morskie, myszy, inne psy, a nawet i jeża przez chwilę. Te istoty nigdy nie były traktowane inaczej, niż jak członków rodziny - być może to właśnie z tego względu odziedziczyłam ogromną miłość do zwierząt i z roku na rok nie maleje ona ani trochę.

W kwietniu zeszłego roku musiałam jednak pożegnać się z moją kotką, która ze mną dorastała i towarzyszyła mi od małego, do 23-ego roku życia. Jak zapewne się domyślacie, to był dla mnie ogromny cios, z którego ciężko było się pozbierać - dla wielu osób jest to dziwne, jak można przeżywać odejście zwierzęcia w taki sposób, ale tak naprawdę zrozumieją to właśnie Ci, którzy w domach mają zwierzę i jest dla nich kimś więcej niż tylko chodzącym czworonogiem, z którym czasem trzeba wyjść na spacer lub go pogłaskać.

Niefortunnie w niedługim czasie po mnie, mój chłopak również przeżył odejście swojego psa. To był dla nas bardzo smutny czas i może zabrzmi to trochę egoistycznie, ale potrzebowaliśmy oboje wypełnić pewną pustkę. 

Dlatego sami zdecydowaliśmy się spróbować swoich sił, bez pomocy rodziców, mieszkając razem w wychowaniu psa i podjęliśmy decyzję o zakupie. Zanim posypią się zapytania - czemu zakup, a nie adopcja, dlaczego zamiast dać pieskowi ze schroniska dom, postanowiliśmy wydać pieniądze.

Od kilku lat wspieram schroniska i biorę udział w zbiórkach charytatywnych, banery karmimypsiaki.pl wiszą na moim drugim blogu, planuję również wrzucić je tutaj i sama aktywnie dokarmiam psiaki ze strony. Wraz z moim chłopakiem po prostu zależało nam na wzięciu konkretnej rasy - nie zamykamy się w żaden sposób na adopcję, która w mojej głowie jest cały czas, gdy tylko przeniesiemy się do większego domu/mieszkania. Obecnie jednak pozwoliliśmy wybrać sobie psa, o którym marzyliśmy od dłuższego czasu i z którym chcemy również jeździć na wystawy.

A pies, o którym mowa to Shiba Inu, znany również jako pieseł z memów.


Jeśli ktokolwiek słyszał o tej rasie, to doskonale wie, że zawiesiliśmy sobie poprzeczkę bardzo wysoko w przypadku wychowania psa. Shiba Inu to bardzo charakterna rasa japońska, należąca do grupy szpiców. To psy, które w Japonii były angażowane w polowania, głównie na ptaki ze względu na swoją zwinność i szybkość. Jak widać na załączonym obrazku, charakteryzują się krótką, ale gęstą sierścią, sterczącym - zakręcanym ogonkiem, jak u szpica i.. skośnymi oczami. Bardzo często spotykam się również z opinią, że swoim wyglądem przypominają lisa.

Co jednak bardzo wyróżnia Shiby, to charakter. To psy rodzinne, ale stronią trochę od okazywania uczuć. Są dominujące, często używają manipulacji, co może się wydać lekką abstrakcją, ale uwierzcie mi na słowo - tak jest. Co jest ich ogromnym plusem - to niesamowicie inteligentne bestie. Nasza Veska ma dopiero 4 miesiące, ale komendy "siad", "leżeć", "łapa" opanowała do perfekcji już przy 3-cim miesiącu. Ich minusem natomiast jest niezależność i ciekawość. Kiedy Shiba zobaczy lub usłyszy coś nowego, to koniecznie musi to sprawdzić i nie ma zmiłuj. W przypadku ludzi czy psów jest podobnie. Mam czasami wrażenie, że nie żyję z psem, a z małym dzieckiem, które próbuje mi powiedzieć "tak chcę i tak ma być". Sprzeczki między nami pojawiają się codziennie, a kary są tutaj prawie, jak mówienie do ściany. Wciąż uczymy się komunikacji między sobą, zanim zdecydujemy się tresury profesjonalnej. 

Veska powitała nowy dom mając osiem tygodni. Zanim do nas trafiła, staraliśmy się pochłonąć jak najwięcej wiedzy o tej rasie - na jej zamieszkanie przygotowywaliśmy się kilka miesięcy czytając i wypytując na facebookowych grupach dotyczących tej rasy, jak współpracuje się z tymi psami. Spotkałam się z różnymi opiniami, zaczynając od "nie bierzcie tego psa, jest zbyt trudny w wychowaniu", "macie za małe mieszkanie dla tego psa", po "to najlepsza rasa, z jaką się spotkałam", "będziecie mieli super przygodę z Shibą". Ostatecznie Veska zamieszkała z nami i obecnie uważam, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

Ponieważ Shiby są rozległym tematem i ciężko zamknąć się na nich w jednym poście, chciałabym dzielić się z Wami moimi przemyśleniami, doświadczeniem i radami odnośnie tej rasy, a także być może pozyskać od Was jakieś rady! 
Koniecznie dajcie mi znać, czy chcielibyście więcej takich wypocin.