Halloween już za nami, ale ja nie mogłam się oprzeć, żeby z tej okazji napisać małą recenzję. Odkąd obejrzałam trzecią część
Paranormal Activity i mierzyłam się z nieprzespanymi nocami oraz moją wyobraźnią przez tydzień, przestałam oglądać straszne filmy tak często, jak kiedyś. Mój chłopak natomiast jest wielkim fanem horrorów, przez co nie mam lekko, kiedy On decyduje się na obejrzenie jakiegoś nowego filmu z tego gatunku. Przeżyłam już z Nim dwie części Obecności (które starałam się przespać) i wierzcie mi - to był wyczyn. Niedawno odmawiałam pójścia do kina na
Anabelle 2, a to również było wyzwaniem, ponieważ mój chłopak rzadko rozumie słowo "NIE".
To samo zdarzyło się w przypadku filmu
Kiedy gasną światła, kiedy dla świętego spokoju zgodziłam się go obejrzeć. Chcecie wiedzieć, jak przetrwałam? Emocje zagwarantowane.
Film różni się od ostatnich "strasznych filmów", które miałam okazję oglądać (Liczmy około rok czasu, naprawdę rzadko to robię). Między innymi były to
Ouija, Coś za mną chodzi i inne, tego typu ekranizacje. Co go wyróżnia? Jest dosyć krótki, bo trwa tylko godzinę i dwadzieścia minut, a od samego początku utrzymuje napięcie. Porównując go do wyżej wymienionych dwóch filmów - trzyma poziom. Akcja jest stała, cały czas coś się dzieje. Oczywiście finalne sceny są jak najbardziej mocniejsze niż te początkowe, ale na tym polega budowanie napięcia. Jeżeli chodzi o
Ouija, czy
Coś za mną chodzi - Akcja zaczyna się w ostatnich 15-30 minutach filmu, więc można sobie przy początku przysnąć lub posprzątać i przyjść na sam koniec, a tak naprawdę niczego nie przeoczymy.
Co bardzo mi się spodobało, to główne postaci. Było kilka standardowych cech charakterów, które zawsze widzimy u bohaterów horrorów, jednak w tym przypadku - bardzo wyróżniali się na tle innych, zwłaszcza niezwykłą odwagą w scenach, które zazwyczaj kończyły się ucieczkami głównych bohaterów.
Kiedy gasną światła nie jest też bardzo "mocnym" horrorem. Jest w miarę delikatny. Oczywiście są sceny, gdzie włosy dęba stają, jednak można zliczyć je na palcach jednej dłoni. Strach potęgowała sama postać i efekty dźwiękowe, co jest normalne dla tego gatunku typu horror. Scen morderstw nie było zbyt wiele i nie były one także ostre. Zakładam, że właśnie z tych kilku powodów, które wymieniłam, film ma słabe oceny na filmwebie. Ale tak jak już mówiłam - jest on strawny, szybki i przyjemny.
A jak się czułam po filmie? W miarę dobrze, lekko, bez działania wyobraźni.
Dopóki nie wróciłam do domu, nie poszłam do łazienki, nie zamknęłam się w niej, a żarówka się nie przepaliła. ;)
Miłego mniej strasznego wieczoru!
0 Komentarze