Kiedy opublikujemy nasze opowiadanie, dążymy do tego, aby świat je zauważył, a następnie do niego zajrzał. To nie jest niczym nadzwyczajnym, bo skoro już zdecydowaliśmy się oddać część siebie i pokazać ją innym, to chcemy, żeby grupa odbiorców nie była tylko jedną osobą, a znacznie liczniejszą, dochodzącą do setek, tysięcy czy nawet milionów. Jest wiele sposób, jak dotrzeć do większej puli osób ze swoją twórczością, o czym już pisałam. Jaki jest natomiast złoty środek na to, by się przypodobać?
AKCEPTACJA
Nasze społeczeństwo coraz bardziej staje się aż nadto wrażliwe na punkcie opinii innych. Często staramy się podporządkować, aby kogoś zadowolić, ale czy to jest rozwiązanie? Wyobraźcie sobie, że piszecie swoją pracę przez kilka lat, wkładając to całe swoje serce i spędzając nad tym dziennie kilka czy nawet kilkanaście godzin. Gdy uznajecie, że jest już gotowa ujrzeć światło dzienne, publikujecie ją, a następnie przekazujecie ją dalej, reklamując w świeci czy polecając znajomym. Na setki pozytywnych komentarzy pojawia się tych pięć czy dziesięć innych, które zaczynacie czytać. Okazuje się, że coś w pewnym rozdziale poszło nie tak, nie po myśli czytelnika - zginęła lubiana przez nich postać, nastąpił dziwny zwrot akcji, zakochali się w sobie bohaterowie, którzy ich zdaniem wcale nie powinni darzyć się większym uczuciem. Co teraz? Chcecie to zmienić? A może zakopać się pod kołdrą, bo ktoś Was zlinczował?
Nie. To, co powinniście zrobić, to po prostu przełknięcie komentarza. I nie chodzi tutaj o jego olanie, a o zrozumienie i akceptację. Bo czasem trzeba spotkać się w połowie i wykazać zrozumieniem z obu stron, nie tylko jednej. Czytelnik ma prawo do konstruktywnej krytyki lub swojej opinii, natomiast autor ma prawo robić ze swoją fabułą to, co tylko chce. Dlatego że to jego dzieło, jego decyzje i jego myśli.
FABUŁA NALEŻY DO JEJ TWÓRCY
Czy kiedykolwiek zdarzyło Wam się pisać do autora wielkich powieści, żeby zmienił fabułę? Nie. A jeśli tak, to zapewne Wam nie odpowiedział lub spotkaliście się z odmową. Ci "mniejsi" autorzy, amatorscy pisarze czy internetowi użytkownicy wcale nie powinni być traktowani inaczej, bo pochodzą z bloga lub portalu pisarskiego. Niezależnie od poziomu, prawa pozostają takie same.
Z pisaniem jest jak ze wszystkim innym. Nie każdemu jesteśmy w stanie dogodzić. Nie zawsze wciśniemy Pani w sklepie obuwniczym szpilek, jeśli przyszła po trampki. Niekoniecznie klient zadowoli się rabatem, jako nagrodę pocieszenia w konkursie. Często znajdą się także osoby, którzy nie nacieszą się nawet procentem tego, co w kilkanaście godzin dla nich pisaliśmy - bo nie, bo one po prostu przyszły sobie ulżyć i napisać coś okropnego, żebyśmy poczuli się tak samo źle, jak oni.
Sporo czasu zajęło mi przyswojenie tej akceptacji. Czasami nawet nie chciałam próbować, a wolałam usiąść i napisać rozdział pod kogoś, żeby się przypodobać. Ale pewnego razu, zrozumiałam, że to nie na tym polega pisanie SWOJEJ opowieści. Bo jeśli ona ma być moja - to ja ją muszę tworzyć - od początku, do samego końca.



0 Komentarze