Każdy z nas słyszał nie raz o "miłości od pierwszego wejrzenia". Jestem ciekawa, czy wierzycie w takie przypadki, bo wydaje mi się, że to temat bardzo dzielący poglądami i przypadkami. A dzisiaj mam Wam do zaprezentowania książkę, która ma dużo wspólnego z tym zdarzeniem.
Słodki Drań to moje drugie spotkanie z autorką Penelope Ward. Ponieważ poprzednia pozycja Napij się i zadzwoń do mnie, o której możecie przeczytać tutaj wypadła średnio, postanowiłam dać jeszcze jedną szansę twórczości pani Ward ze względu na jej lekki styl pisania oraz zabawne riposty w dialogach: kobieta - mężczyzna. Zazwyczaj po drugiej szansie nie zawodzę się już więcej, ale w tym przypadku, ta książka prawdopodobnie zakończyła moje spotkania z autorką.
Słodki drań to tak naprawdę trudna i niezrozumiała dla mnie pozycja. Po okładce i obietnicach w opisie fabuły spodziewałam się naprawdę mocnej historii o pożądaniu, namiętności, miłości, a dostałam... opowieść o przygodach kozy.
Tak, dobrze czytanie - przygody kozy, osła, już nawet nie pamiętam.
Przygoda dwójki bohaterów zaczyna się ciekawie i zapowiada rozwinięcie tematu w dobrym kierunku. Niestety, dostajemy tylko zapowiedź, bo dalszy ciąg opowieści i relacja obu postaci rozwija się w dziwnym i jednocześnie żółwim tempie - niby bohaterowie mają się ku sobie, ale jednak nie ma nic poza sprośnymi myślami, a w dodatku cała historia w pewnym momencie zaczyna się opierać na wypadku samochodowym, w którym został potrącony kozioł lub wcale nie - w końcu nikt nie był tego pewien.
Kozła bohaterowie zabierają ze sobą w daleką podróż - najpierw do weterynarza, potem pod namioty, następnie do hotelu, gdzie wspaniały zwierzak śpi w samochodzie. Koniec końców, oddają go do jakiegoś motelu dla zwierząt, żeby później przeżyć WRESZCIE upojną jedną noc, po której Chance - nasz przystojniak - ucieka. Dopiero w ostatnich momentach książki okazuje się, że jego odejście było przymusem, w dodatku 2-letnim. Po tym okresie znów drogi Aubrey i Chance'a się krzyżują, ale są skomplikowane nową relacją głównej postaci. Pomimo tego oczywiście cała bajka dobrze się kończy, jednak w sposób, który dla mnie jest również niezrozumiały - główna bohaterka postanawia wyjechać na weekend z mężczyzną, do którego ma niepohamowaną słabość, ale stawia proste warunki - zero kontaktu fizycznego. Sama ten zakaz łamie, ale w żenujący i rozczarowujący sposób. Nie tego się spodziewałam.
Tak jak wcześniej wspominałam - nie mam nic do zarzucenia autorce pod względem stylistycznym - książka jest bez błędów, lekko pisana, zrozumiałym i prostym językiem. Sam pomysł również jest super - dwójka obcych sobie ludzi spotyka się niespodziewanie i jest ewidentne przyciąganie. Z powodu losu, który lubi płatać figle, zostają ze sobą splątani i wyruszają w podróż. Ale to wszystko. Bo egzekucja pomysłu i to co się dzieje w fabule zupełnie nie zgrywa się z całą koncepcją.
Tak więc jeśli szukacie sensownej historii miłosnej tzw. 18+, wybierzcie inną pozycję. Ta była może lepsza, niż Piorun, o którym niedawno pisałam tutaj, ale nadal nie była nawet dobra.
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu:
Książka dostępna jest do zakupu tutaj.




7 Komentarze
Szkoda, że jednak nie jesteś usatysfakcjonowana z tej lektury.
OdpowiedzUsuńJestem w takim razie ciekawa, jak ja odbiorę tę pozycję :D
OdpowiedzUsuńhttp://whothatgirl.blogspot.com
Przykro mi ,że książka nie spełniłam twoich oczekiwań. 😊
OdpowiedzUsuńCzytałam poprzednie książki tego duetu i bardzo mi się podobały, bo lubię czasem takie lekkie książki :)
OdpowiedzUsuń~Pola
www.czytamytu.blogspot.com
Słyszałam o niej, ale póki co sobie odpuszczę. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. ;**
P.
www.zycie-wsrod-ksiazekk.blogspot.com
I tak nie przepadam za tego typu literaturą, więc nic straconego :)
OdpowiedzUsuńZdecydowanie ta książka by mi się nie spodobała, odpuszczam ;)
OdpowiedzUsuń