Czy graliście kiedyś w grę, która wciągnęła Was do tego stopnia, że chcieliście znaleźć się wewnątrz niej? W moim przypadku chyba nawet simsy nie przekonały mnie na tyle, żebym chciała w nich żyć, ale są na świecie osoby na tyle związane z pewnymi grami, że jestem pewna, iż skorzystaliby z takiej okazji. Takich miłośników gier można spotkać na przykład w książce Warcross, z którą dziś do Was przychodzę.




Nie jestem typem osoby, która czytuje fantasy lub science fiction codziennie. Nie jest to także jeden z moich ulubionych gatunków. Stąd też książka Warcross była delikatną odskocznią od tego, co zwykle znajduje się w mojej biblioteczce, ale nie uważam tego za złą decyzję. 

W przypadku Warcross nie ma miejsca na nudę. Z każdym rozdziałem dowiadujemy się czegoś nowego. Bohaterowie sami budują niesamowicie napięcie, a akcja stale gna do przodu. Marie Lu urzeka prostotą i lekkością, a ponadto szczegółowym opisem postaci, które z łatwością możemy wyobrazić i utożsamić się z nimi. A co więcej, nie są to bohaterowie, którzy swoim zachowaniem irytują i mamy ochotę rozerwać ich na strzępy za złe decyzje. Wręcz przeciwnie, wszyscy są akceptowalni, a takie "kwiatki" rzadko zdarzają się w książkowym świecie, musicie mi to przyznać. 

Fabuła sama w sobie nie jest szczególnie zawiła, ale nie oszukujmy się - książka zaliczana jest do publikacji młodzieżowych, dlatego nie możemy też oczekiwać licznych plot twistów, niczym w dobrym kryminale. Już po przeczytaniu opisu fabuły, historia skojarzyła mi się z filmem Nerve. Nie oczekiwałam więc nic odkrywczego po tej opowieści, a jednak... pozytywnie mnie zaskoczyła i byłam ciekawa, co będzie dalej i w jaki sposób Emika Chen - doskonale skonstruowana główna bohaterka - wybrnie z sytuacji, w jakiej się znalazła. Przedstawiana jest jako młoda hakerka, która podejmuje odważny krok w życiu, a jednocześnie popełnia malutki błąd, jaki zaważy na jej przyszłości. Chcąc wyjść z długów, stawia wszystko na jedną kartę i podejmuje ryzyko, które później okazuje się być pułapką, w jaką dziewczyna została wplątana. 

Z czystym sumieniem przyznaję plusy za wątki, które nie kończą się typowo dla tego typu historii. Autorka stanęła na wysokości zadania i stworzyła historię pełną akcji i adrenaliny, która zdecydowanie różni się od książek dla młodzieży. Ogromnie cieszy również skupienie się na tytułowej grze i ukrytym przekazie w całej historii - uzależnieniu. W tej książce zobaczymy oczywiście romans, który już został zapowiedziany w opisie fabuły, jednak Marie Lu postąpiła bardzo mądrze spychając go nieco na odrębny tor, gdzieś na ostatnie wagony tego pociągu. 

Zakończenie nie jest całkowicie nieprzewidywalne i niesamowite. Szczerze nie mogłam uwierzyć, co się wydarzyło i ciężko było mi się pozbierać po tym, co przeczytałam. Jedno wielkie WOW, ukłony dla autorki, a jednocześnie chęć ukatrupienia za to, co robi czytelnikom.

Warcross jest dobrą pozycją, jeśli chodzi o młodzieżowe science-fiction, a nawet mogłabym powiedzieć, że odpowiednim kierunkiem inspiracji dla autorów, którzy chcieliby tworzyć opowieści z tego gatunku. Czyta się ją z zapartym tchem i niecierpliwością, aby dowiedzieć się wszystkiego, co zostało opisane. A później pozostaje już tylko pustka. 

Zdecydowanie polecam i dziękuję za możliwość przeczytania Wydawnictwu Młodzieżówka



Książkę zakupicie tutaj.