Książki autora, jakim jest Adi Alsaid już udało Wam się zobaczyć na moim blogu. Po oczarowaniu jego wcześniejszą publikacją, o której rozpisywałam się tutaj, nie odpuściłam sobie poznania kolejnej, a nawet objęcia jej patronatem. Dlaczego to zrobiłam? Odpowiedzi znajdziecie w tym poście, ale także w poprzednim, o tu.



Chyba każdy z nas zastanawiał się kiedyś, czy związek na odległość ma sens. Ba! Niektórzy na pewno w takim się znaleźli - ja również. Czy taka relacja może przetrwać? Czy uczucie może być prawdziwe? Ten temat porusza właśnie Adi w swojej nowej twórczości Kronika złamanych serc, gdzie nasze dwie główne postacie zmagają się z problemem, jakim jest nic innego, jak ich lokalizacja.

Nie zdradzę Wam za dużo, aby nie odbierać przyjemności z czytania tej książki - bo zdecydowanie warto przejść się po nią do księgarni. Rzadko kiedy udaje mi się skończyć historię w jeden wieczór, a tymczasem Lu nie pozwoliła mi zaprzestać śledzenia jej życia.

Ona - dziewczyna o złotym, ale zranionym sercu, która przedstawia nam całą historię. On - czuły romantyk, w którym czytelnik sam zakocha się bez opamiętania. Autor wykreował swoje postacie w bardzo jasny sposób, nakreślając mocno ich osobowość i charakter. Szczerze? Nie da się ich nie lubić. Ich perypetie czyta się z zapartym tchem, a kiedy następuje koniec, pojawia się duży niedosyt.

Książka wypełniona jest humorem oraz jasnym przekazem o miłości. Wydawałoby się, że to błaha historia, ale to tylko złudne wrażenie. Przedstawia cierpienie oraz ból po złamanym sercu, a także to, jak można sobie z nim poradzić. Czasem lekarstwem może być przypadkowa rzecz, o której w życiu nikt by nie pomyślał. Czasem również na drodze pojawia się ktoś, kto potrafi wyleczyć rany. Zakończenie opowieści autora było całkowitym jej podsumowaniem. I to było naprawdę piękne.

Szczerze polecam tę książkę, którą pochłoniecie zdecydowanie w jeden wieczór. Dostępna jest tutaj
Ja dziękuję za możliwość objęcia patronatem i egzemplarz Wydawnictwu: