Każdy z nas ma lepsze lub gorsze dni, a wena nie jest czymś, co towarzyszy nam codziennie przez cały czas. Jeżeli się mylę i jest cząstka z Was, która tak ma - gratuluję. Jeśli nie, witamy w tym złym, nieprzyjemnym świecie, w którym nie jest lekko i trzeba sobie radzić. Tylko jak? 


Może Was zaskoczę, ale zazwyczaj powodem braku chęci lub pomysłu do pisania jesteśmy my sami. Jeśli zrobimy sobie mały rachunek sumienia, to podstawowym pytaniem, jakie powinniśmy sobie zadać to: Ile razy MY sami odmówiliśmy sobie napisania czegoś, bo znaleźliśmy naszym zdaniem niepodważalne na to argumenty?
Odpowiedź będzie prosta - wiele. 

Ale jak to? O jakich argumentach jest mowa? 

Strach i lenistwo.

Wydaje mi się, że mogę śmiało powiedzieć, że nasze społeczeństwo stało się bardzo "delikatne" i mało odporne na krytykę czy tzw. "hejt". Żyjemy w strachu przed opinią publiczną, która uważa się za bezprawną i może nas zlinczować za dosłownie wszystko. To powoduje, że presja możliwości upublicznienia naszej twórczości staje się niesamowicie wysoka i doszukujemy się w swoich pracach różnych "przeciw" bez żadnych "za". 
Jakich? A no na przykład chodzących po głowie następujących myśli:

Na pewno ktoś już coś podobnego stworzył...
Ten motyw wszędzie się przewija...
Ta tematyka nikogo nie zainteresuje...
Nie umiem tego odpowiednio opisać...

Nie od wczoraj doskonale znamy słowa "Jak nie spróbujesz, to nigdy się nie dowiesz" i szczerze powiedziawszy uznaję je za świętość w każdym możliwym przypadku, nie tylko w przypadku pisania albo publikowania książek. Ale odnosząc się do powyższych tłumaczeń - książki i opowieści podzielone są na gatunki lub kategorie, prawda? A więc coś je łączy - schemat, motyw, fabuła - skoro są kategoryzowane. Dlaczego więc obawiamy się, że ktoś stworzył coś podobnego, jeśli w pewnym sensie faktycznie tak jest? Nie chodzi o to, by odchodzić od zasad, a żeby wykreować coś oryginalnego, świeżego, a przede wszystkim swojego. Inspirowanie się innymi dziełami czy twórczościami jest w porządku. Oczywiście, nie mówimy tutaj o klasycznym brzydko mówiąc zerżnięciu czyjejś historii, ale o odzwierciedleniu swojej opowieści, dzięki swoim odczuciom i towarzyszącym emocjom.
Każdego interesuje co innego. Jedni preferują powieści romantyczne, a znowu drudzy encyklopedie czy książki naukowe. Grupy czytelników danych kategorii mają różną liczebność, ale jakie to znowu ma znaczenie? W pewnym sensie chcemy zabłysnąć i pokazać się jak największej ilości światu, ale pisanie pod czytelników lub pod najbardziej popularny gatunek, w którym zupełnie się nie odnajdujemy jest bez sensu. Piszmy od serca, o tym co nas najbardziej pasjonuje albo o tym, co najbardziej nam leży, nawet jeśli mamy napisać to dla pięciu osób zamiast dla tysiąca. Dlaczego? Bo efekt finalny twórczości będzie zupełnie lepszy, ponieważ piszemy o czymś, o czym mamy pojęcie i czujemy się w tym niczym ryba w wodzie. 
Na pewno z dzieciństwa znacie popularne słowa mamy, która na każde wasze "nie umiem" odpowiadała "to się naucz". Z biegiem czasu to krótkie zdanie stało się dla mnie niezłą mantrą. Nie ma rzeczy, których nie jesteśmy w stanie zrobić - zapamiętajcie to. Jeśli czegoś bardzo chcemy - wystarczy, że zaczniemy w tym kierunku działać. Więc jeżeli nie masz pojęcia, jak opisać daną sytuację lub jak stworzyć odpowiedni klimat dla danej sceny, dlaczego się nie nauczysz? Żyjemy w XXI wieku, w dobie internetu, mnóstwa bibliotek i księgarni, gdzie możemy się odpowiednio doedukować i zaczerpnąć inspiracji - a ona gra tutaj największą rolę. Bo szczerze powiedziawszy, najlepszym sposobem na szersze opisywanie pewnych scen było dla mnie czytanie innych książek i poszerzanie swoich horyzontów, a także wyobraźni. A nie oszukujmy się - to łatwa i przyjemna nauka, skoro czytamy jedną ze swoich ulubionych pozycji przy okazji obserwując, jak różne sytuacje opisywał wasz ukochany autor. Czyż nie?


Brak otwartości na świat.

W przypadku budowania historii, nasze zmysły grają najbardziej istotną rolę. Tworzenie fabuły opiera się na naszej wyobraźni, przemyśleniach, emocjach i doświadczeniach. Zbieramy je w różnoraki sposób - czytanie książek, słuchanie muzyki, ale także podczas rozmów, spacerów, zwiedzania. Nasze wspomnienia, marzenia czy obawy to tak naprawdę klucz do stworzenia czegoś wyjątkowego, skradającego serca czytelników. Wystarczy tylko otworzyć się na samego siebie. 
Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bogaty i ciekawy bagaż doświadczeń w sobie nosimy, z którego da się wykreować nową, oryginalną historię. Nawet pięciominutowa sytuacja, jak spotkanie niedźwiedzia podczas jazdy samochodem, który przebiegł dosłownie przed wami, przez ulicę może być początkiem przygody, która pociągnie za sobą czterdzieści rozdziałów i skończy się miłosnym happy endem. Kiedy pojawia się zamysł, trzeba go jedynie dopracować, a tu bardzo przydatnym sposobem są liczne pytania np. Co byłoby gdyby... niedźwiedź nas zaatakował? I nagle, puf! Nasza wyobraźnia zaczyna się uruchamiać i wytwarzać różne możliwości jednej sytuacji, z którego wybieramy najlepszy wątek. A później "już idzie samo". ;)
Drugą istotną rolę odgrywa tutaj także inspiracja, o której pisałam wcześniej - filmy czy książki mogą posłużyć nam za "matkę dobrą radę". Nie raz oglądając jakiś serial byłam zafascynowana konkretną sceną i trafiały do mnie myśli "kurcze, a co gdyby w moim opowiadaniu...". I wykorzystywałam pewien schemat, nie przepisując go kropka w kropkę, a modyfikując na swoje potrzeby. 


Jak wyszło? Wyświetlenia, komentarze i liczne opinie, a także wydanie książki mówią same za siebie. Teraz tylko pozostaje jedno pytanie: Czy nadal uważacie, że warto chować się ze swoją twórczością, dawać się umniejszać i doszukiwać się negatywów?