Przyznaję bez bicia, że nigdy wcześniej nie słyszałam o książce Pani Agathy Christie i dowiedziałam się dopiero pisząc tę recenzję, że film, który miałam przyjemność obejrzeć, był adaptacją. Z tego względu zdecydowałam się na mały research i znalazłam wiele niepochlebnych opinii na temat obecnej ekranizacji. Cóż, oceny są różne, ale mi ten film naprawdę się podobał.


Negatywne opinie wynikają głównie z powodu złego odwzorowania bohaterów lub lekkich zmian fabuły. Ja natomiast nie czytałam książki i nie widziałam poprzedniej jej adaptacji, dlatego skupię się na tym, co obejrzałam. Rozumiem, że adaptacja powinna podtrzymywać zasady oryginalnego dzieła, ale przekażę Wam opinię widza, który po raz pierwszy miał do czynienia w ogóle z całą historią. 

"Herkules Poirot po rozwiązaniu sprawy kryminalnej w Azji wraca do Europy. Pociąg Orient Express, którym podróżuje, grzęźnie w zaspie śnieżnej. W nocy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie jeden z pasażerów. Detektyw Poirot rozpoczyna dochodzenie, a jego podróż zamienia się w śledztwo. Fakty wskazują, że zabójca zajmuje przedział w tym samym wagonie… Czy Poirot zdoła rozwiązać zagadkę tajemniczego morderstwa? Sprawa nie należy do łatwych – każdy pasażer jest podejrzany."


Zacznijmy od silnej obsady z jaką się spotykamy - przede wszystkim mój ulubieniec Johnny Depp, przez którego właśnie skusiłam się na ten film, Judi Dench, Penelope Cruz, czy też Daisy Ridley. Te nazwiska same w sobie brzmią przekonująco i skłaniają do sprawdzenia chociaż fabuły filmu. A fabuła również jest intrygująca. 

Muszę stwierdzić, że mało jest filmów kryminalnych, które są dobre, wciągające i zostawiają po sobie pozytywne odczucia. W przypadku Morderstwa w Orient Expressie tak było. Na początku ekranizacji, poznajemy głównego bohatera - detektywa Herkulesa Poirota, który urzekł mnie tak naprawdę swoim ogromnym "śledczym" wąsem. To postać genialnie skonstruowana z lekką nutą humoru, którą Kenneth Branagh odegrał świetnie. W przeciwieństwie do recenzji, które wobec tego aktora są dosyć ostre, ja oglądałam go z przyjemnością. Po wstępnym zapoznaniem się z głównym bohaterem, powoli wprowadzane są nowe postacie, aż w końcu docieramy do naszej ofiary - Edwarda Ratchetta, którego odgrywa Johnny Depp. Nie muszę pisać, jak Depp perfekcyjnie odgrywał swoją rolę, bo myślę, że wiele osób zgodzi się z moim stwierdzeniem, iż ten aktor odnajdzie się chyba w każdej możliwej do zagrania postaci - drania, komedianta, niewinnej istoty. Ja go po prostu ubóstwiam. 

Czasy, z jakimi spotykamy się w ekranizacji nie należą do nowoczesnych. Zostały jednak dobrze oddane i mimo że nie jestem fanką oglądania filmów, w których królują fikuśne kapelusze kobiet, eleganckie starodawne sukienki i garnitury u mężczyzn, a także ten dystyngowany styl, to tutaj jednak wszystko ze sobą współgrało i nie raziło kompletnie w oczy. Ponadto, muszę dodać, że krajobraz, jaki widzimy podczas oglądania zapiera dech w piersiach. Przepiękne góry, które oświetla delikatny błysk słońca - coś pięknego. Efekt spadającej lawiny śniegu na pociąg ekspresowy oddał całą grozę i powagę sytuacji

Jeśli chodzi o fabułę, może mnie nie zaskoczyła na tyle, na ile chciałam, ale powodem tego jest moje wyczulenie po przeczytaniu wielu kryminałów. Przewidziałam zakończenie filmu, ale miałam momenty zawahania oraz zwątpienia. Powiedziałam nawet raz, że jeśli w ten sposób to się zakończy, to przecież będzie słabe! To powinno skończyć się inaczej! Na szczęście, było po mojemu i nie musiałam tutaj dodawać negatywnej opinii. ;) 

Morderstwo w Orient Expressie to film pełen tajemnic, przerażenia i sekretów. Do samego końca nie wiemy, kto tak naprawdę jest winny zbrodni, a podejrzany jest każdy. I o to tak naprawdę chodzi w prawdziwym kryminale!

Może zaczęłam tak naprawdę od "d*py strony", bo zabrałam się za ekranizację, ale ona zachęciła mnie do przeczytania książki. I to zrobię, bo wiem, że warto

Dajcie znać, czy oglądaliście lub czytaliście Morderstwo w Orient Expressie w komentarzach!