Czy kiedykolwiek w życiu wypiliście zdecydowanie za dużo alkoholu, co skutkowało dziwnymi decyzjami? Antoni Syrek-Dąbrowski kupił bilet lotniczy do Rumunii w jedną stronę, ja niedawno prawie wykupiłam dietę Anny Lewandowskiej, więc mogę tylko sobie wyobrazić, jakie inne niesamowite pomysły mogliście mieć.



Ale czy zdarzyło się Wam zadzwonić do kogoś po alkoholu, do kogo na trzeźwo byście nie zatelefonowali? Ranie z książki Napij się i zadzwoń do mnie przyszło to do głowy i wywróciło jej życie do góry nogami. 

Sam tytuł zapowiada się dobrze. Może jest bardzo cliche, to wydaje mi się, że daje nam dobrą sugestię dotyczącą tego, że nie będzie to zwykły, prosty romans, a historia z nutką humoru, co w moim przypadku jest strzałem w dychę, bo nie znoszę ckliwych, smętnych, nudnych i toczących się przez pińćset stron opowieści miłosnych, w których i tak znam zakończenie.

Koncepcja fabuły jest naprawdę ciekawa i poniekąd wciągająca, ale w całej strukturze zabrakło mi jednego - prologu, dobrego wprowadzenia do historii, który pokazałby mi postacie u wcześniejszych lat, kiedy się widywali. Nie zobaczyłam więzi, jaka wtedy ich łączyła, więc nie mogłam poczuć jakiego typu relacje mieli. Oczywiście, bohaterka już w pierwszym rozdziale wspomina o swojej zażyłej przyjaźni z chłopakiem, do którego postanawia zadzwonić po alkoholu, ale jednocześnie w tym samym rozdziale już do niego dzwoni.

Akcja dzieje się za szybko, zdecydowanie na początku. Przez to, że nie ma konkretnego wprowadzenia do historii dwójki zakochanych, panuje lekki chaos. Zostajemy wpuszczeni do świata, gdzie już na początku mam wrażenie, że jestem gdzieś w połowie historii, a pierwsze kartki zostały wyrwane. Dziewczyna wpada do domu, chwyta za wino, szybko się upija, a potem dzwoni do faceta, ostro mu się żaląc i wylewając całe rozgoryczenie, po czym... zaczynają normalnie rozmawiać.

Szybko również rozmowy przeradzają się w zauroczenie, ogromną sympatię i... pociąg do siebie. Jak dobrze pamiętam, staje się to już mniej więcej w 50 - 70 stronach książki, która liczy ich 300. Poza tymi stronami - Rana, czyli nasza bohaterka, w kółko użala się nad sobą i przeszłością.

Książka ogółem sama w sobie nie jest zła - przyjemnie się ją czyta, jest wiele humorystycznych motywów lub dialogów, przy których można się uśmiać. Zakończenie da się przewidzieć, ale akurat nie ma w tym nic złego. Również podoba mi się wizja postaci Landona - autorka opisała go bardzo szczegółowo, dzięki czemu mogłam sobie bez problemu wyobrazić go, jako mężczyznę. Jedynym minusem było zbyt wielkie wyidealizowanie obojga - za młodszych lat brzydkie, straszne dzieci, a później.. Angelina Jolie i Brad Pitt. Taki zabieg trochę odrzuca, bo książce zaczyna brakować swego rodzaju realizmu.

Podsumowując - do przeczytania. Nie jest może to pozycja, która zdobyła moje serce, ale też go nie złamała poprzez pojawienie się na rynku wydawniczym. Jeśli ktoś potrzebuje trochę więcej fantazji i humoru w romansach - polecam sięgnąć po tę książkę, ale jeżeli oczekujecie czegoś, co mocno porwie Wasze serca emocjami, historią i przesłaniem - poszukajcie czegoś innego.

Serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania wydawnictwu:


Książkę Napij się i zadzwoń do mnie zakupicie tutaj.