Zanim zaczęłam oglądać ten serial, długo się do niego przekonywałam. Fabuła, gdzie dzieci są bohaterami świata nie bardzo mnie interesowała, bo podejrzewałam, że będzie to niezła bajka. Niemniej jednak skusiłam się i w życiu bym się nie spodziewała, że Stranger Things przebije nie jeden z seriali, jakie przyszło mi wcześniej oglądać!



Sezon trzeci jest zdecydowanie najlepszym sezonem ze wszystkich. Pomimo lekkich niedoskonałości i jednej sceny, która mnie osobiście zdenerwowała, pod względem wizualnym i fabularnym - wygrywa. 
Wydaje mi się, że w tym sezonie jest więcej humoru - takiego, który naprawdę bawi albo rozbraja na łopatki. Mnie na przykład rozniósł moment z Neverending story - aż przed telewizorem sama zaczęłam śpiewać oraz scena przesłuchania na haju - najlepsze co widziałam.
Zakończenia odcinków powodowały ogromny niedosyt, co skutkowało dalszym oglądaniem. Ja na cały sezon poświęciłam dwa dni, gdzie pierwszego dnia obejrzałam tylko jeden odcinek wieczorem, a drugiego dnia kontynuowałam sezon do końca, bo każdy odcinek wzbudzał we mnie zbyt wielką ciekawość. Historia urywała się w kluczowym momencie, więc nie było nawet opcji, żeby tak po prostu to wszystko zostawić i wrócić do obowiązków lub zająć się czymś innym. 
Fajnie, że w tym sezonie został rozwinięty wątek postaci drugoplanowych, nie tylko tych głównych. Ogromny plus za urozmaicenie w postaci połączenia tematyki drugiego świata z Rosją. Za pozytywne również uważam bardzo dobre przedstawienie każdego z bohaterów i ich rozwój na przestrzeni czasu. Zostały pokazane zmiany charakteru, ale również cechy, jakie pozostały w każdej z postaci. 
Pojawiało się trochę mankamentów - pewne sceny lub zachowania bohaterów były nielogiczne, ale to raczej moja wada "chcącej większej ilości realizmu" w serialu, gdzie dzieci ratują świat. Nie oszukujmy się, to nie jest historia oparta na faktach, czy nawet strategiczna Gra o tron, gdzie nastolatkowie faktycznie będą ratować świat przerażone i opanowane zamiast śpiewać na górce piosenkę z innego filmu podczas gdy ich przyjaciele walczą z gigantycznym potworem. To trochę jak w horrorach.. naturalnie rzecz biorąc, na dźwięk stukotania lub na widok zjawy każdy by brał nogi za pas, natomiast w filmie główna postać pełna odwagi kroczy przez korytarz, aby otworzyć drzwi za którymi czai się wielkie zło. Tak, teraz sama sobie tłumaczę swoją własną uwagę, ale może tego mi trzeba. ;) 
Co naprawdę mi się nie podobało i tak naprawdę pozostawiło niesmak, to klasyczne zagranie Netflixa na moich nerwach, czyli kolejny serial w którym nie było, ale musiał się pojawić motyw homoseksualny. Jak już pisałam przy recenzji książki Odcień północy, którą znajdziecie tutaj, jestem osobą tolerancyjną, aczkolwiek im więcej tematu homoseksualizmu jest mi podsuwanego pod nos, tym mniej to akceptuję. Rozumiem, o co walczymy i to szanuję, ale pokazywanie czegoś na siłę i wtykanie tego wszędzie, bo chcemy to przedstawić jako coś naturalnego, nie jest dobrym rozwiązaniem. 
Przepłakałam finałowy odcinek - był bolesny ze względu na jedną z postaci, emocjonujący i wzruszający. Aczkolwiek cieszę się, że twórcy pozostawili sobie furtkę do sezonu czwartego, tylko obawiam się, że może to być nieco naciągane - zależy, jak to rozegrają w przyszłości. 

Czekam na Wasze opinie - jestem ciekawa, na ile ocenicie ten sezon w skali 1-10.